
Moja poranna rutyna krok po kroku – część druga.

W poprzednim poście opisałam, jak ze wstawania o 7:00 rano udało mi się zacząć regularnie wstawać o 6:30. Niby tylko pół godziny, a zdziałało cuda. Dzięki temu byłam w stanie każdego ranka zaplanować moje zadania na dany dzień, przeczytać jedną lekcję z książki „Stoicyzm na każdy dzień” oraz przerobić jedną lekcję z „Dziennika coachingowego”. Sama sobie wydawałam się wtedy kozakiem, a jeszcze wiele było przede mną do osiągnięcia w tej dziedzinie. Moja poranna rutyna dopiero nabierała rozpędu.
Dobre nawyki na dobry początek dnia
Tydzień 7 – pobudka o 6:25, czyli 35 minut dodatkowego czasu. Uznałam, że należy mi się jakiś miły gest dla samej siebie każdego dnia, więc wprowadziłam poranną kawę, która umilała mi planowanie. Czyż to nie jest przyjemny widok? Parujący kubek ulubionej kawy, na którą wreszcie miałam czas w domu, bo do tej pory pierwszą kawę piłam w pracy. Uważałam to za uroczą odmianę.
Tydzień 8 – pobudka o 6:20, więc już 40 minut. Postanowiłam odrobinę zmienić rytuał picia kawy i zamiast z planowaniem, połączyłam go z pisaniem tak zwanych „morning pages”. Była to oczywiście okrojona forma, ale zawsze to już podwaliny pod trwały nawyk. „Morning pages” polegają na pisaniu każdego ranka tego, co ma się akurat w głowie. Zwyczajnie, bez zastanowienia się przelewasz na papier wszystkie swoje aktualne myśli, obawy czy zmartwienia. Nie martwisz się formą czy sensem tej wypowiedzi, po prostu piszesz.
Ideą tego zajęcia jest oczyszczenie umysłu z negatywnych emocji i przemyśleń, aby móc zacząć dobrze dzień. Docelowo powinno się zapisać trzy strony każdego ranka, ja jednak na chwilę obecną praktykuję jedną stronę i zupełnie mi to wystarcza. Wyrzucam z siebie myśli, a przy okazji wyrobiłam w sobie nawyk codziennego pisania.
Tydzień dziewiąty – pobudka 6:15, co daje mi 45 minut dodatkowego czasu. Mojsa poranna rutyna miała się dobrze, więc nie zamierzałam sobie odpuszczać. Cały czas wykonywałam te same czynności, konsekwentnie tworząc trwałe i solidnie zakorzenione nawyki.

Ruszaj się, bo człowiek jest stworzony do ruchu
Tydzień 10 – pobudka o 6:10 dała mi 50 minut. Zachęcona dotychczasowymi sukcesami zapragnęłam wdrożyć coś, co jest dla mnie niezwykle ważne, ale wieczorami miewałam problemy z wygospodarowaniem na to czasu. Zawsze chciałam wyrobić w sobie nawyk regularnych ćwiczeń, przynajmniej 3-4 razy w tygodniu.
Każdy jednak wie, jak trudne jest to w codziennym życiu. Brakuje czasu, brakuje siły po całym dniu, wreszcie brakuje samozaparcia. Dlatego postanowiłam, że poranna rutyna idealnie nada się do wprowadzenia tego nawyku. Idea jest taka, że robiąc ćwiczenia rano, mam możliwość iść przez resztę dnia z myślą, iż mój trening mam już na dzisiaj za sobą. Czyż to nie jest kusząca wizja?
Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. Znając siebie wiedziałam, że za dużo od razu mnie bardzo szybko zniechęci, więc zaczęłam od krótkich, dosłownie 5-minutowych treningów. Od początku roku praktykuję jogę, więc krótka sekwencja kilku ruchów rano rozbudzała i rozciągała moje ciało. Każdy da radę ćwiczyć przez 5 minut, naprawdę trudno tego nie zrobić. Szkoda nawet czasu na szukanie wymówek.
Poranne ćwiczenia – czyż to nie oczywiste?
Tydzień jedenasty – pobudka o 6:05, czyli razem 55 minut. Bez zastanowienia dodatkowe 5 minut przeznaczyłam na przedłużenie moich porannych treningów z 5 do 10 minut. Zaskoczeniem był dla mnie fakt, że ćwicząc rano byłam w stanie zrobić trening każdego dnia, czyli 5 dni w tygodniu. Nigdy w życiu nie osiągnęłam takiego wyniku. Jeśli udało mi się ćwiczyć 3-4 razy w tygodniu trwało to góra miesiąc, więc aktualna zmiana była dla mnie kolejnym sukcesem na mojej drodze do celu, jakim jest wstawanie o 5:00 rano.

Tydzień dwunasty – pobudka o 6:00 rano, czyli cała godzina dodatkowego czasu. Tym razem wydłużyłam poranny trening z 10 do 15 minut i zaczęłam ćwiczyć jogę z Boho Beautiful. Ich treningi są dla mnie idealne i bardzo je sobie cenię. Do tego Juliana i Mark mają podobne podejście do życia jak ja, więc zwyczajnie staram się podążać za nimi i próbować im dorównać.
Raz na jakiś czas przydarzają się wymagające treningi, ale się nie poddaję. Ćwiczę na tyle, na ile daję radę w aktualnym momencie i nie odpuszczam. Kiedyś za wytworzenie nawyku regularnych ćwiczeń 5 razy w tygodniu, na dodatek bez oporów i marudzenia, przez tydzień zakładałabym majtki na spodnie.
Tym sposobem w ciągu 12 tygodni systematycznego wcześniejszego wstawania uzyskałam rano godzinę na produktywne rozpoczynanie dnia na moich warunkach. Niewiarygodne jest to, jak wiele mogę wcisnąć zadań w tę niepozorną godzinę. Nieprawdopodobne jest też to, jak bardzo poranna rutyna zmieniła moje życie.
Co myślisz o porannych ćwiczeniach? Próbowałaś może „morning pages”? Opowiedz mi o tym w komentarzu poniżej albo napisz do mnie maila na adres pytania@cataleja.pl.
Udanego życia,
Cataleja.

