
Powinnaś pragnąć więcej czy mniej?
W poprzednim poście rozmawialiśmy o tym, co tak naprawdę jest nam potrzebne do idealnego życia. Dzisiaj chciałabym porozmawiać o tym, czy powinnaś pragnąć więcej czy mniej w swoim życiu. Już jako nastolatka po raz pierwszy zaczęłam interesować się rozwojem osobistym. Na początku były to książki rozwojowe, które udało mi się dorwać w szkolnej bibliotece. Później słuchałam audiobooków samopomocowych autorów takich jak Brian Tracy czy Tony Robbins. Wszyscy razem zasugerowali podobną filozofię życia – wyznacz sobie cele, pielęgnuj swoje ambicje, ciężko pracuj i realizuj swoje marzenia.
To wizja życia, z którą łączę się dzisiaj. Chociaż teraz wiele z tych wczesnych marzeń zostało już zrealizowanych, a moim nowym brakuje obsesyjnego charakteru tych pierwszych ambicji. Jednak istnieje zupełnie inna szkoła myślenia, która twierdzi, że kultywowanie pożądania jest dokładnie niewłaściwą rzeczą. W buddyzmie, taoizmie i stoicyzmie pragnienia są tymi właśnie wrogami, z którymi należy walczyć. Płomienie, które rozpalasz, aby osiągnąć swoje marzenia, są ich zdaniem dokładnie tymi, które musisz ugasić. Kto ma rację? Czy powinnaś żarliwie podążać za swoimi pragnieniami, aż osiągniesz swoje cele? A może powinnaś porzucić pragnienie i dążyć do życia w spokoju i pogodzie ducha?

Pragnąć więcej czy mniej – porównanie dwóch poglądów na życie
Te dwie wizje życia są definitywnie sprzeczne. Nie jestem pewna, czy można je zintegrować w jakikolwiek systematyczny sposób. Jednak trudno mi też odrzucić którąkolwiek z nich. Z jednej strony moje osobiste doświadczenia potwierdzają pogląd na temat wyznaczania celów i samodoskonalenia. W wieku piętnastu lat moje dzisiejsze życie było tylko fantazją. Obecnie mam etatową pracę, prowadzę tego bloga, mam dodatkową pracę w weekendy, piszę książki, mam długoletniego partnera i naprawdę dobre życie.
Jak wyglądałoby moje życie bez tych wczesnych inspiracji, trudno powiedzieć. Mogę sobie wyobrazić, jak niechętnie przychodzę do pracy, z moimi wcześniejszymi marzeniami i ambicjami, które od dawna zbierają kurz żalu z tyłu głowy. Jednak jest też możliwe, że coś takiego jak moje obecne życie było w większości nieuniknione. Może nie ta konkretna kariera, partner czy doświadczenia, ale coś podobnego. Z tego punktu widzenia robienie tych rzeczy leżało w mojej naturze i żadna szczególna filozofia ani inspiracja nie były potrzebne. A może wyznaczanie celów i samorozwój również leżały w mojej naturze, więc nigdy nie było wielkiego wyboru, czy nie chciałabym tak obsesyjnie dążyć do tego celu?
Pragnąć więcej czy mniej – ciemniejsza strona ambicji
Z drugiej strony, doceniam również znaczenie tego, dlaczego Buddha argumentował za wyeliminowaniem pragnienia i dlaczego Laozi argumentował, że „ten, kto stara się uchwycić rzeczy, straci je”, a zatem „mędrzec odkłada nadmierny wysiłek” w Dao De Jing. Nie da się naprawdę zaspokoić wszystkich swoich pragnień, wyeliminować wszystkich swoich lęków i osiągnąć wzniosłej pozycji całkowitego sukcesu. Nawet w krótkich chwilach, kiedy taki trwały sukces może wydawać się nieunikniony, emocją leżącą u jego podstaw rzadko jest spokój, ale nuda.
Ognie ambicji i wyznaczania celów, gdy tylko ich paliwo zostanie zużyte, rzadko nie rozprzestrzeniają się na inne rzeczy, gryząc Cię, byś robiła coraz więcej, nawet jeśli nie była to twoja początkowa inspiracja. Moje własne, bardzo ograniczone doświadczenie z medytacją sprawia, że mam wrażenie, że te idee są głębsze niż zwykłe unikanie nadmiernego pożądania. Porzucenie wszystkich zachcianek, nawet na krótki czas, daje poczucie szczęścia, które rzadko dorównuje prostym osiągnięciom.

Pielęgnować swoje pragnienia czy je porzucić?
Ryzykując całkowitą niespójność, myślę, że odpowiedź brzmi, paradoksalnie, zrobić jedno i drugie. Nie uważam, że najwyższym sensem życia powinno być siedzenie ze skrzyżowanymi nogami na podłodze i zachowywanie spokoju, gdy świat Cię omija. Żywe istoty mają żyć, a dla ludzi oznacza to dążenie, marzenia i osiąganie naszego potencjału. Ale jednocześnie istnieje błędne przekonanie, że takie dążenia i marzenia doprowadzą nas do celu. Że gdybyś tylko mogła osiągnąć określony cel, znaleźć idealnego partnera, uwolnić się finansowo, założyć dobrze prosperujący biznes, że doprowadziłoby to do głębokiego i trwałego szczęścia.
To pewne, lepiej mieć te rzeczy niż być bez nich. Ale nie mając ich, ludzie chronicznie przeceniają, jak bardzo ich posiadanie na stałe poprawi ich rzeczywistość z chwili na chwilę. Dlatego myślę, że porzucanie pragnień musi być również częścią waszej codziennej praktyki. Podczas pierwszej podróży czuję, że odeszłam całkiem daleko. W drugiej czuję się, jakbym dopiero co zaczęła. Ale być może zawsze tak jest, z dążeniem nieuchronnie do ucieleśnienia swego rodzaju osobistej historii, do której dochodzimy od jakiegoś czasu. Natomiast porzucenie pragnienia skupia się na tym właśnie momencie, a zatem zawsze robimy pierwszy krok.
Jestem coraz bardziej przekonana, że odpowiedź na to życiowe pytanie może się okazać paradoksem. Te niespójne odpowiedzi na temat życia mogą być lepsze niż te niezrównoważone, które rygorystycznie wykluczają wszelkie wewnętrzne sprzeczności. Dlatego uważam, że powinniście zarówno pielęgnować swoje pragnienia, jak i je porzucić. Rozpal płomienie swoich zmagań i dąż do tego, czego naprawdę chcesz w życiu, pomimo swoich wątpliwości i lęków związanych z nimi. Ale jednocześnie wiedz, jak uwolnić te same pragnienia, aby się nie spalić. Podziel się swoimi przemyśleniami na ten temat w komentarzu poniżej albo napisz do mnie maila na adres pytania@cataleja.pl.
Udanego życia,
Cataleja

